Makijaż ślubny, Wizaż

Po góralsku! …czyli przygotowania ślubne u Bernadki w Ratułowie:-)

Cześć!

Wpadam dzisiaj po długiej przerwie, ale musicie mi wybaczyć.  Ostatnio podjęłam dodatkową pracę, więc i czas się skurczył, do tego doskwiera mi brak laptopa, wcześniej mogłam się gdzieś „zaszyć” i szybko coś napisać, a teraz jest to mega(!!) utrudnione, ale jestem! Tyle usprawiedliwień, nie przedłużając – chciałabym zaprosić Was dzisiaj do obejrzenia wspaniałego fotoreportażu z góralskiego wesela, które odbyło się we wrześniu ubiegłego roku, a w którego przygotowaniach ślubnych miałam przyjemność uczestniczyć. Na wstępnie chciałabym bardzo serdecznie podziękować Bernadtce i Dawidowi za podesłanie zdjęć, a przede wszystkim za to, że wyrazili zgodę, bym mogła i z Wami – moimi Czytelnikami – podzielić się wrażeniami z tego pięknego wydarzenia.

Autorami zdjęć jest bardzo sympatyczna para fotografów: Monika i Łukasz Nodzyńscy, których nieoczekiwanie miałam przyjemność osobiście poznać kilkanaście dni temu podczas kolejnych przygotowań ślubnych.  W cudowny sposób uwiecznili te dwa wspaniałe dni. A piękne zdjęcia to cudowna pamiątka na lata, a jeśli ktoś potrafi uchwycić te najważniejsze momenty w wyjątkowy sposób, to nic tylko się cieszyć. Koniecznie odwiedźcie stronę Państwa Nodzyńskich TATRAFOTO, a sami ocenicie czy mam rację, a być może skusicie się sami na jakąś sesję.

Tym razem zawitałam do Ratułowa – wcześnie rano, jeszcze nie wybiła 6.00 kiedy dotarłam na miejsce (na Podhalu to całkiem „normalna” godzina, kiedy Panna Młoda zaczyna się szykować), na zewnątrz było ciemno jak w środku nocy, no i straszna ulewa.  Pomimo deszczu humor dopisywał wszystkim domownikom, a przede wszystkim Bernadte:-), więc w przyjemnej atmosferze i miłym gronie, popijając kawkę (o tej porze konieczność!) wzięłam się do pracy:-) Oprócz Bernadki miałam przyjemność pomalować także dwie druhny, które także macie okazję zobaczyć na poniższych zdjęciach. Do południa pogoda zmieniała się co godzinę, na zmianę padało, zaś przestawało… Niemniej jednak ostatecznie słoneczko na momencik zawitało kiedy Państwo Młodzi wychodzili z kościoła.

Z tą aurą – jak wiecie – różnie bywa, pogoda zawsze jest, tylko albo lepsza, albo gorsza  jak to mówią.Często powtarzam, że można załatwić sobie najlepszą kapelę, kucharza, czy fotografa, ale z pogodą za dużo nie ustalimy. Choć….powiem Wam, że znam jeden sposób, który warto przetestować (w końcu nic nie tracimy), szczególnie, kiedy na ten najważniejszy dzień prognozy telewizyjne nie zachwycają. Podobno dzień przed ślubem Panna Młoda powinna zawiesić różaniec na jednym z węgłów swojego domu (dla niewtajemniczonych – trzeba mieć drewniany dom, węgły – znajdują się w miejscu zetknięcia się dwóch ścian zewnętrznych domu, tam krzyżują się belki drewniane), a wtedy Matka Boża sprawi, że pomimo ulewy w ciągu dnia przynajmniej na chwilę zawita słońce. Usłyszałam o tym od mojej Mamy, która jak już kiedyś wspominałam zajmuje się hafciarstwem i wiele panien młodych przekracza próg mojego rodzinnego domu w Kościelisku, i pamiętam, że jedna znajoma bardzo zamartwiała się, bo  przed weselem strasznie padało i Mama dała taką poradę i uwierzycie, że tego dnia wyjrzało słońce? Miałam chyba 14 czy 15 lat, kiedy Mama o tym mówiła, ale tak mi to jakoś utkwiło w pamięci, że dzielę się dzisiaj z Wami, kto wie…może którejś z Was taka „wiedza” się przyda. Co ważne – trzeba wierzyć w to naprawdę, tylko powieszenie nie sprawi, że samo się „zrobi”.

Wesele góralskie to temat, o którym można byłoby napisać wiele. Przymierzam się do niego od dawna, ale ciągle brakuje mi czasu. Można napisać o tradycjach związanych z weselem, o przemianach jakie zaszły na przestrzeni lat, o tym co „unowocześniliśmy”, co zapożyczyliśmy od innych, o jedzeniu, stroju, o poszczególnych elementach wesela, co, gdzie, kiedy, jakie obowiązki ma panna młoda, co powinien pan młody, itp. a nawet chociażby o całych kosztach z jakimi wiąże się to „przedsięwzięcie”. Kiedyś ktoś mnie zapytał: „Ewa, ile muszę mieć pieniędzy, aby zrobić sobie takie góralskie wesele?” i odpowiedź na to pytanie wcale nie jest jednoznaczna, na pewno dużo, ale jest wiele opcji wyboru, co do poszczególnych kwestii jakimi są choćby strój, pojazd (samochód/bryczka), miejsce, ilość osób, itd. dlatego w zależności na co się zdecydujemy koszty mogą być mniejsze lub większe, może kiedyś o tym napiszę – o ile interesowałby was taki temat (dajcie znać!).

Wywołałam go nie do końca przypadkowo, ale tak mi się nasunął, bowiem z Bernadką i jej mężem znamy się od kilku lat i mieliśmy okazję te tematy nie raz poruszać. Dzisiaj wiele się zmienia. Niekiedy z tradycji wybieramy to, co nam się podoba, a to co nie – po prostu pomijamy. Strój góralski tak ewaluował przez ostatnie lata, że dziewczyny prześcigają się w pomysłach w czym wystąpić tego dnia. Ale zauważyłam, że są jakby dwie grupy dziewczyn/Panien Młodych: jedne, które występują w strojach bardziej stylizowanych, czyli gorset i spódnica są nieco poprzerabiane jak chodzi o długość i krój, bądź szyją stylizowane sukienki oraz druga grupa, twarde tradycjonalistki, które wybierają strój typowy tradycyjny jak chodzi o krój, wzory.  Zdarzają się i takie przypadki, (powiedzmy podgrupa tej drugiej), że dziewczyny wyciągają z szaf stroje ślubne po mamie, czy babci i albo zamawiają strój dokładnie taki sam na wzór tego starego, albo przerabiają ten oryginalny.

Bernadka jest osobą, która wpisuje się w drugą grupę:-) od początku wiedziała czego chce, że będzie tradycyjnie, bez udziwnień. Tak więc zdecydowała się na gorset haftowany kolorowymi nićmi i spódnicę także w bukiety kwiatów, zwykłą, nie „z koła”. W tym miejscu muszę się Wam koniecznie pochwalić, że strój został wyhaftowany przez moją Mamę:-) i nie powieje teraz skromnością, to co napiszę, ale pomyślałam, dlaczego miałabym się nie pochwalić, że ma taki  talent w rękach? Gorset podoba mi się niesamowicie!! Ogólnie prace Mamy wpisują się w mój gust, bo wiele gorsetów, bluzek czy innych rzeczy, które „poszły” w świat chętnie bym sobie przygarnęła (hihi), ale od czasu do czasu powstaje „coś” co po prostu zapada mi w pamięć na długo, i ten gorset dopisuje się do listy moich ‚ulubieńców’:-)

Powiem szczerze, że miałam zaprezentować tylko kilka ujęć z przygotowań ślubnych, ale Bernadetta wysłała mi tyle pięknych fotek z dopiską „wybierz, które chcesz”, że ciężko mi się było zdecydować. Jest ich niemało, mimo że i tak je ilościowo „okroiłam”, ale pomyślałam, że jak w przyszłości uda mi się napisać post o weselu i tradycjach z nim związanych to pewnie poproszę także o zgodę na ich wykorzystanie.

Ale się rozpisałam! Więc już nie chcę przynudzać, zapraszam do obejrzenia zdjęć z jednego z najważniejszych dni w życiu Bernadetty i Dawida.

 

 

 

 

 

 

 

 

Kilka migawek z wesela, z oczepin:

 

 

Na koniec zostawiłam sobie zdjęcie, które bardzo mi się podoba:-) Uchwycone jest na nim to, co najważniejsze! Te spojrzenia są tak wymowne, że nie trzeba tu nic dodawać!:-)

 

Bernadce i Dawidowi życzę raz jeszcze dużo szczęścia na nowej drodze życia, abyście przez następne lata patrzyli na siebie zawsze z takim zrozumieniem jak na tym zdjęciu. A nawet jak czasami jakaś gradowa chmura gdzieś na moment zawiśnie, to zerknijcie na te piękne fotki, a rozpłynie się w mig;-D

Pozdrawiam Was serdecznie, do następnego razu! Ewa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *