Kalendarz wizażysty

Jeśli wszystkie znaki na ziemi i na niebie pokazują, że coś się nie uda – nie brnij w to dalej

Witajcie:-)

Dzisiaj post z tych, których raczej unikam, ten z przytłaczających i niezbyt optymistycznych, a ja przecież do takich osób raczej nie należę, ale przychodzi dzień, czas kiedy optymista też się w końcu wypali, czy to fizycznie, psychicznie, czy jakkolwiek…

Wiecie dobrze, że nie umiem pisać krótko  i zwięźle, ale tym razem postaram się spiąć, abyście mogli dobrnąć do końca:-)

  • Miałam plan, marzenie: Stworzyć mega profesjonalny Kalendarz wizażysty, bez upiększeń, cudów, prosty, przejrzysty, praktyczny – taki, który się sprawdzi, będzie pomocny, wypełni lukę na rynku. Głębszy cel: znaleźć sposób na dochód, by przy dwójce malutkich dzieci, by nie wracać na etat, bo dzieci malutkie i brak opieki
  • Projekt – był przyjemnością, tworzony rano, w godz jeśli już 6-9…bo wtedy dzieci spokojnie zajmują się sobą, a ja mogłam mailować…rysować..popijając  kawę:-)
  • Drukarnia: jak to mówią: „rozmowa z drukarnią zaczyna się od 500 sztuk”.
  • Pytanie: czy ja znajdę 500 osób? „kropla w morzu”, na 30-40 tys. osób? Może faktycznie? Jak nie spróbuję, to się nie dowiem.
  • Problem: brak pieniędzy na sfinansowanie całości,
  • Myśl: faktycznie, sprzedam 500, to pokryję wszystkie koszty, nie tylko druk, ale całość + jakiś zarobek „za robotę” i produkt ujrzy światło dzienne, bez sponsorów, itd. bo póki to projekt, i nikt mnie nie zna to najlepiej, abym sama mogła to wydać; jak się sprzeda to w przyszłym roku pomyślę o firmach, reklamach w kalendarzu itp. bo będę miała co pokazać;
  • otwieram zapis newsletter: Profesjonalny „Kalendarz wizażysty” wkrótce w sprzedaży, jesteś zainteresowany (bla, bla..) zapisz się! Zapisuje się najpierw 100, potem 50. Znowu to sobie tłumaczę: nie każdy się zapisze, bo nie każdy chce zaśmiecać sobie skrzynkę (optymistka!)
  • pomysł: przedsprzedaż, bo da mi odpowiedź ile osób zakupi, jeśli ta liczba dokona zakupu, to mam pieniądze mogę drukować, wysyłać!
  • przedsprzedaż rusza,
  • problemy: kupuje nie cała 1/5. Po kilku dniach właściwie poddaję się, myślę: poczekam do końca przedsprzedaży i oddam ludziom pieniądze.
  • Pisze post, że  idzie marnie, że jeszcze jest szansa ostatnia na zakup. Wsparcie, kto może udostępnia. Dostaję telefony i wiadomości od nieznajomych mi osób z Polski: nie poddawaj się, to świetny projekt, najlepszy kalendarz jaki do tej pory był, może spróbuj jeszcze tu i tam…
  • myśl: Może racja. Zrobię co w mojej mocy, by za tydzień spojrzeć w lustro i powiedzieć, „zrobiłaś co mogłaś”.
  • Robię po raz kolejny kalkulacje. Zmieniam drukarnie. Znajduję tańszą u siebie. Liczę: Wyłożyłam już nie małą część pieniędzy, by móc ruszyć ze sprzedażą. Resztę mam zamiar dopłacić po sprzedaży. Obliczam, że brakuje mi ok. 4500 zł, by wydrukować najmniejszy nakład 100 sztuk. Dużo i mało. Tego co już wydałam, nawet nie liczę.
  • Szukam kogokolwiek o kim myślę: „ma pieniądze”. Trudne zadanie. Nigdy tego nie robiłam. Piszę jak potrafię do sponsorów. Myślę optymistycznie: może 5 osób/firm po 1 tys. i się uda. Najpierw branża – może szkoły wizażu. Jedna odpowiedź, nadzieja! Ile potrzebujesz kasy, jaki nakład? Niestety, nie tym razem. Za mały nakład. Co innego gdybym już miała te kalendarze.
  • Potem u siebie: turystyka – słyszę: nie ma punktów styczności, wspólnego mianownika? Tłumaczę, że kalendarz idzie w Polskę, to może ktoś wróci…na wczasy! Jeszcze raz próbuję: sklepy, firmy kosmetyczne, otwieram Make-up Trendy…kto się reklamuje? Pisze tu i tam – cisza, totalna cisza….Nikt nawet nie napisze: nie jesteśmy zainteresowani.
  • Przedsprzedaż trwa do końca września, do soboty teoretycznie.
  • W niedzielę obiecuję, że dam odpowiedź jak poszło, czy drukuję, co dalej? Nadal czekam na odpowiedź , może z tylu maili ktoś jednak odpisze – nikt. Trafia się przypadkowy sponsor, światełko w tunelu, ale da odpowiedź w poniedziałek. Nadal czekam. Odp nie przyszła. Wtorek rano: dzwonię do pośrednika sponsora, jeszcze do popołudnia da odpowiedź. Po sprzedaży już 2 dni, ludzie czekają na info. Nie cała 100 ludzi wpłaciła mi pieniądze na konto, ja się nie odzywam, zaraz mnie ktoś wyzwie od oszustów?!
  • Co robić? Pożyczę od Rodziny? Wykonuję 3 telefony: nikt nie waha się nawet sekundy! Słysze tylko pytanie: ile potrzebujesz? OK. Odp od sponsora nie przychodzi.
  • Zapada decyzja: jednak drukuję te 100, kalendarz musi zostać wydrukowany, bo nikt nie wierzy projektom, dzięki temu będzie to krok naprzód. Publikuję post. Dostaję gratulację. „udało się”. Nie bardzo, udało się pożyczyć kasę.
  • Dostaje liczne  telefony od pon, bo ludzie nie doczytali że to przedsprzedaż: Kupiłam kalendarz po 20.września,  gdzie mój kalendarz? Jeszcze druk się nie rozpoczął-tłumaczę. Potrzebuję na wczoraj. Wysyłka na pewno po 16.10?? Co powiedzieć? Już mam poślizg 3 dni, więc może się okazać, że niekoniecznie tego dnia będę wstanie wysyłać, mówię: zrobię co w mojej mocy by wysłać jak najszybciej. Postaram się od 16.10.
  • Emocje opadły. Popołudniu sponsor się jednak nie odezwał. Więc było jasne.
  • Jadę wieczorem na wizytę z dzieckiem do lekarza, do Krakowa. Dostaje skierowanie, na oddział, od 16.10.! Przypadek? Fatum? A może po prostu tak miało być…?

Mam nadzieję, że nie muszę już nikomu nic tłumaczyć. Są rzeczy ważne i ważniejsze. Że wszystkie te kroki pokazują, że od początku było pod górę, i nic nie wskazywało, że będzie nagle z górki. Tylko mój głupi optymizm przysłaniał non-stop niepowodzenia, tłumaczył kolejne kroki i  kazał brnąć mi dalej w coś, co tak naprawdę miało się po prostu nie udać. Do tego brak wiedzy marketingowej itp. I laik – w każdym kroku. Miało kupić 500, kupiło nie całe 100? Nikt mi nie powie, że za drogo, że za późno… Dopiero teraz to widzę. Jeśli coś jest zajebiste, to kupisz to tak czy siak! Szczególnie my – kobiety! Bez względu na termin, czy koszt. A 89 zł to też dla wizażystki nie pieniądze – to jeden makijaż, za który można kupić kalendarz na cały okrągły rok. Niestety szala wczoraj się przechyliła i wypaliłam się psychicznie i nie mam siły pchać się w nowe długi (bo i tak dość już zainwestowałam)  i ciągnąc tego dalej. Dlatego dajcie mi czas do końca tygodnia, najdalej do poniedziałku. Każdy kto wpłacił mi pieniądze na konto otrzyma je z powrotem.

Bardzo dziękuję tym, którzy zdecydowali się na zakup za zaufanie, myślałam, że finał jednak będzie pomyślny.

Dziękuję moim znajomym, nieznajomym, znajomym znajomych i każdemu kto trzymał za mnie kciuki i nie wahał się, by udostępnić tę informację o sprzedaży u siebie.

Wszystkich przepraszam, ale niestety nie tym razem.

Pozdrawiam,

Ewa Stopka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *