Książki, Lifestyle

Dlaczego warto czytać?? Zalety czytania książek, i nie tylko…

Cześć:-)
Dzisiaj chciałabym
Wam napisać trochę o….czytaniu książek:-)
Tak, tak – czytam
książki, może nie jakoś bardzo regularnie, bardzo często, 
ale…od czasu do czasu sobie poczytam:-)

Jeśli chcecie poznać zalety czytania – zapraszam na post:-)

http://www.lubimye-czytac.pl/

Na wstępie powiem
Wam, że w liceum uczęszczałam do klasy…humanistycznej!

…i o ile całą
podstawówkę i gimnazjum jechałam na „5”, o tyle w liceum ta szala  przechyliła się zupełnie w drugą stronę…Lubiłam
pisanie, czytanie… ale moja ochota jakoś tak zgasła już w 1-szej klasie LO:-) Kiedy
to trzeba było przeczytać jakąś tam lekturę, i ja faktycznie ją przeczytałam,
ale odpytana z niej po 3 tygodniach….dostałam „banie”, bo nie znałam
odpowiedzi. I co? Wtedy to pomyślałam, że skoro przeczytałam, i tak dostałam
„1” to nie ma sensu czytać tych lektur, szkoda czasu, lepiej zaopatrzyć się w
streszczenia! 
I tak też się
stało:-) 
od tego momentu nie było lektury, której streszczenia nie miałabym w
domu, co za tym idzie…‘od deski do deski’ nie przeczytałam już ani jednej
lektury! Nie ma się czym
chwalić! Ale tak było.
www.dorotakorczynska.pl
Ale myślę, że wiele
zależy od podejścia nauczyciela…no i ogólnie kilka czynników jeszcze na to wpłynęło.
Mało tego…pani od polskiego…zachodziła w głowę jak ja napiszę maturę…jak
mi to pisanie też tak marnie idzie, no i powiem Wam, że pisałam z „Potopu”, którego
nigdy w życiu nie przeczytałam i ku zdziwieniu polonistki – zdałam, i to wcale
nie na marne jakieś 30%… bo dodam, że jestem pierwszym rocznikiem, który
zdawał tą „nową” maturę… Cóż…trzeba było umieć pomyśleć…i wyciągnąć z
tekstu na tyle, na ile było możliwe, żeby uzbierać punkty wymagane „z klucza”. 
**
 Wydaje mi się jednak,
że w najmłodszych latach, w okresie szkoły podstawowej, czy nawet trochę  później…buntujemy się, bo trzeba przeczytać
masę wymaganych lektur…no i nie ma wyjścia, bez względu na to, czy nam się
podobają czy też nie; trzeba zaliczyć pewne
tematy, aby potem zdać do następnej klasy…itd.
Dopiero z czasem
dochodzi do nas fakt, jak czytanie rozwija naszą wyobraźnię, a przede wszystkim
uczy!
 Czytanie książek
powinno być pasją. Staje się nią wtedy, kiedy odnajdziemy takie pozycje, które
naprawdę nas zainteresują, mało tego wciągną….czasem do tego stopnia, że ktoś
mówi, że danej książki nie przeczytał, a wręcz pochłonął!!
http://www.lubimye-czytac.pl/
Tak więc ja w LO nie
za bardzo interesowałam się czytaniem,
Na studiach to się
odmieniło, bo zaczęłam czytać coś, co bardziej mnie interesowało –
niekoniecznie całe książki, czasem tylko krótkie lub dłuższe artykuły…ale
związane z etnologią… Nie powiem, że wszystko było bardzo wciągające, bo np..
artykuły filozoficzne akurat mało mnie interesowały…Ale wiele tematów było naprawdę wartych uwagi 😀
No i czasami, w
akademiku, tuż przed snem, kiedy nie chciało mi się nic robić…lubiłam
poczytać coś „lekkiego”, co w jakimś stopniu dawało mi trochę do myślenia,
poprawiało humor, nastawiało pozytywnie…itd. A były to książki, którymi „zaraziła”
mnie moja Przyjaciółka, z którą mieszkałam w akademiku. Kinia była dla mnie
swego rodzaju molem książkowym!! Ona nie czytała, ona
„pochłaniała” i nie książki, a jak dla mnie – księgi!! Bo bardzo grube, takie
konkretne! Więc jak ja widziałam „taką” księgę to od razu odchodziła mi chęć.
No i tematyka też nie moja. Ale co? Nie chciałam być gorsza..!!.Kinia brała do
ręki książkę, więc i ja  znajdywałam
sobie tak jak napisałam coś „lekkiego”, ale jak dla mnie fajnego:-) i w
większości były to książki także Kingi..
Więc jak chcecie
możecie się teraz pośmiać, ale…
to wtedy miałam
styczność z wieloma książkami Coelho…
zgłębiałam wiedzę o
facetach z Marsa, i kobietach z Wenus…dowiadując się interesujących rzeczy, o
których wcześniej bym nie pomyślała! Gdzieś po drodze…miałam styczność nawet
z książkami o numerologii, astrologii, feng shui:-) Oczywiście historia Bridget Jones również. 
Ale niezłym odkryciem, który sprawił, że zaczęłam inaczej postrzegać świat i ludzi, i
siebie przy okazji – była książka „Sekret”, którą napisała Rhonda Byrne:-)
potem „Siła” tej samej autorki…i spostrzegłam, że bardzo interesują mnie
tego typu książki… to swego rodzaju
poradniki, które wnoszą „coś” dobrego…do naszego życia…dają nam pewnego
rodzaju „kopa”, zachęcają do działania, i do pozytywnego postrzegania siebie i
świata:-) Takie książki mają swego rodzaju pewną „moc”.
 A później…już po studiach powoli zaczęłam wynajdywać
sobie takie swoje „perełki”…warte poczytania.
A do tego jeszcze w Z-nem otwarto ‚Empik’, więc stałam się – nie „stałą” – ale klientką:-)
Każdy z nas ma inne
zainteresowania, inne pasje…
Są osoby, które lubią
książki o tematyce historycznej… psychologicznej, niektórzy uwielbiają
fantasy…, romanse, literaturę podróżniczą… itd. można tak wyliczać…
Przykładem może być
chociażby Harry Potter…! Nigdy nie pociągały mnie takie książki, ale znam
grono ludzi(!), którzy przeczytali wszystkie części!!
Każdemu kto sięga po
książkę przyświeca jakiś cel.
Dla jednego to
relaks, odskocznia od codzienności, dla innego to ogromna skarbnica wiedzy.
Sam fakt, że ktoś coś
czyta jest moim zdaniem godny pochwalenia, szczególnie w dzisiejszych czasach…
Dzisiaj jest tak, że
do szkół piszemy prace, wypracowania, itd. na kompie…
Często nie chce nam
się ruszyć głową, by samemu coś wymyślić, więc wertujemy kto już takową pracę popełnił…Wszelkie błędy
poprawia za nas komputer, podkreśla, itd. także sami nie musimy się wysilać,
zastanawiać, czy dobrze napisane, czy źle??
Mało tego, kilka lat
temu natrafiłam na artykuł, który opisywał jak to maturzyści, tuż przed maturą
przynosili zaświadczenia o dysleksji, dysgrafii lub dysortografii, aby w ten sposób
ułatwić sobie zdanie części humanistycznej. Artykuł
traktował o tym, że właśnie należy zmienić co do tego przepisy. Bo faktycznie
podobno 3 na 10 dzieci ma problemy z pisownią, ale takie przypadłości „wychodzą”
już w szkole podstawowej, w klasie 4-6; a tu się okazało, że najczęściej
zaświadczenia takie wydawane są wśród uczniów szkół średnich, najczęściej w
ostatniej klasie, przed maturą…
A czytanie ma
naprawdę wiele korzyści – i mam tu na myśli nie tylko książki, ale wszelkiego
rodzaju artykuły, gazety, czasopisma…
Zalety czytania:
(książek, czasopism,
artykułów…itd.)
poszerza zasób słownictwa, autorzy używają rozmaitych określeń, i
nieświadomie przyswajasz pewne słowa;
poprawia umiejętność analitycznego myślenia, ogólnie książka zmusza
Cię do ruszenia głową! Zaczynasz głębiej zastanawiać się nad różnymi rzeczami,
mózg zaczyna aktywniej pracować;
poprawia też pamięć,
rozwija wyobraźnię – to nie film, w którym widzisz daną akcję, tak
jak zaplanował ją sobie reżyser, czytając opisy scen w Twojej głowie rysuje się
Twój własny obraz, wyobrażenie danej sytuacji, zdarzenia, i myślę, że ilu
czytelników tej samej książki, tyle różnych wyobrażeń! 
http://www.lubimye-czytac.pl/
Sprawia, że jesteś bardziej kreatywny(-a), zaczynasz patrzeć na
świat z szerszej perspektywy, co ważne…możesz inspirować się tym, co autor
przekazuje, dzięki czemu stworzysz może własny pomysł, plan(!?)  Często jest tak, że wiele rzeczy można
powiedzieć jest „podanych na tacy”, są tam gotowe rozwiązania, wystarczy tylko
przenieść je na własny grunt;
odpręża, relaksuje, rozładowuje stres – to świetny sposób na
odpoczynek po ciężkim dniu,
nie ma to jak wieczór
tuż przed snem z dobrą książką,
zapominasz o
problemach, o pracy, i na moment wkraczasz do innego świata:-)
podnosi kwalifikacje – zależy co czytasz:-)
jeśli czytasz książki
związane w Twoją pracą, to jesteś na bieżąco, poszerzasz swoją wiedzę,
na pewno jesteś
pracownikiem bardziej wartościowym, niż Twój kolega/koleżanka, którzy można
powiedzieć „stoją w miejscu”
zasady pisowni „zapisują się” w Twojej głowie – bez względu na to,
co czytasz…mózg zapamiętuje pisownię wyrazów i zwrotów, a Ty czasem nawet nie
masz o tym pojęcia,
jak często czytasz to
szybciej potrafisz wychwycić gdzieś błędy ortograficzne, i sam piszesz
właściwie.
Powiem Wam, że chyba
coś w tym jest… Co prawda w szkole podstawowej lubiłam dyktanda, jakoś
ortografia nie sprawiała mi większego kłopotu…ale zgodzę się, że im więcej
czytamy,  tym więcej trudnych słów
zapamiętujemy. Pochwalę się Wam…bo nigdy nie miałam okazji…nikomu o tym
powiedzieć…  Ale mieszkając jakiś czas
w Wiedniu, którejś styczniowej niedzieli podczas parafialnych ogłoszeń
usłyszałam, że organizowane jest Polonijne Dyktando w same Walentynki:-) Zadzwoniłam i zgłosiłam się. No i w
dniu dyktanda, miałam chwilę zawahania…czy zgłoszenie się na nie było dobrym
pomysłem? czy się stawić?…ale mój mąż stwierdził: co mi szkodzi…
Pojechaliśmy…i  ku mojemu
zdziwieniu i mojego męża……
zdobyłam II miejsce 😀
Także to nie jest
tak, że siedziałam, uczyłam się trudnych słówek….ale poszłam „na żywioł”,
I wydaje mi się, że
właśnie fakt, że od czasu do czasu „coś” czytam…sprawia, że ortografia, zasady pisowni niektórych słów jakoś zostają w głowie.
www.natablicy.pl
 Tak jak Wam napisałam
– ja uwielbiam swego rodzaju „poradniki”…
To nie jest tak, że
każda z pozycji jest stricte „poradnikiem” ale pozwoliłam je sobie tak
„zaszufladkować” – bo są to książki, które wnoszą dobrą, pozytywna energię do mojego życia,
Kiedyś wspominałam,
że prowadziłam działalność gospodarczą… Ale można powiedzieć,
że z dnia na dzień wskoczyłam prosto na „najgłębszą wodę”, Co prawda nie
utopiłam się, ale więcej do tej wody nie weszłam.
Dlaczego?? Bo się po
prostu nie przygotowałam. I dziś żałuję, że wcześniej nie trafiłam na tego typu
książki (czasopisma również), które teraz tak mnie wciągają:-) …Piszą je osoby, które
mają ogromne doświadczenie, same na własnych błędach doszły do celu, który
chciały osiągnąć. 
W takich książkach/artykułach można znaleźć mnóstwo merytoryki. Zasady co do tego jak działalność zaplanować, zrobić wszelkie kosztorysy, biznesplany, jak zatrudniać ludzi, jak być dobrym pracownikiem/kierownikiem, na co zwracać uwagę, czego się wystrzegać, jak powadzić rekrutację, jak poradzić sobie z finansami, w jaki sposób się reklamować, i właściwie na każdy temat można znaleźć odpowiedź. Ale kilka lat temu nie pomyślałam, aby skorzystać z porad podanych na tacy!;)    
 ale…
z takich „lekcji” trzeba wyciągać wnioski, aby następnym razem nie popełniać tych samych błędów:-D 
Jest wiele
wartościowych książek – wiadomo – dla każdego coś innego. Książka, która dla
jednego będzie niczym encyklopedia wiedzy, niekoniecznie zainteresuje drugiego.
Myślę, że aby nie
stać w miejscu, ale rozwijać się, musimy się ciągle uczyć, szkolić, czytać:-D
O ile jesteśmy
ambitni! Nie każdy bowiem odczuwa taką potrzebę. Jeśli ktoś myśli o biznesie, o
jakiejś działalności…jeśli chce się dobrze przygotować do pracy, działania,  to na pewno jak zgłębi wiedzę, to mu to nie
zaszkodzi, wręcz przeciwnie! Z książek możemy się
wiele nauczyć, znajdziemy tam właściwie wszystko.
Prawda jest taka, że
to my sami jesteśmy kowalami własnego losu…więc chcąc cokolwiek zmienić, nie
możemy siedzieć i narzekać,  ale zacząć
działać:-)
 Ja czytając książkę –
czytam z mazakiem neonowym w ręku! Nigdy w życiu nie
pisałam po książkach!!
Teraz też nie
piszę…ale zaznaczam(!) ważne dla mnie rzeczy, żeby potem nie szukać, nie
wertować, a gdzie to było…?? jeśli akurat będę chciała do czegoś wrócić. Jak książka moja to
nie widzę problemu:-)
.
Teraz mam mały…albo
właściwie dłuższy urlop, więc mam duuuużo czasu, aby pomyśleć nad tym, co mnie
interesuje, co z tym zrobić…czego już nie robić, itd… Dlatego podczytuję
sobie od czasu do czasu ciekawe książki, poradniki, gazety…artykuły… Bardzo lubię
„Pierwszy milion”:-) można znaleźć tam pomysły na biznes:-) poczytać o
ludziach, którzy odważyli się spełnić swe marzenia, Ogólnie artykuły o
tym jak ludzie doszli małymi krokami do sukcesu, A ile porażek
ponieśli po drodze…?? Czasami ukazują się fajne artykuły np. pt. „od zera do
milionera” 😀
Historie słynnych
marek, jak np.: Bracia Koral
wiedzieliście, że bracia pochodzą z Nowego Sącza? I że pierwszą lodziarnię
otwarli w…Limanowej?! Bo w Sączu były już dwie, i urzędnicy stwierdzili, że
na trzecią nie ma już miejsca. Produkowali lody metodą chałupniczą i rozwozili
w wielkich termosach…a dziś?? Koralowie goszczą na listach najbogatszych
Polaków:-)
Albo Irena Eris??
Zaczynała od
produkcji tylko jednego rodzaju kremu w zakładzie o wielkości 50m2, w którym
była wcześniej piekarnia. Przygotowywała go w metalowym garnku, a następnie
mieszała specjalnie przystosowana do tego celu…wiertarką:-) Następnie mąż
rozwoził kremiki fiatem 126p. Nie było łatwo. Dopiero po ok. 3 latach firma
zaczęła przynosić jakieś zyski… a dziś?? Firma przekształciła się w wielki
kosmetyczny koncern znany nie tylko w Polsce, ale i na świecie:-)
                                                                                                                                  www.natemat.pl
Czy wiecie, że:
Max Factor – naprawdę nazywał się Maksymilian Faktorowicz i urodził
się w Łodzi??
Pochodził z bardzo
biednej rodziny, miał 9 rodzeństwa. Gdy był małym chłopcem matka zmarła, a on
wieku 7 lat…podjął się pierwszej pracy, by pomóc ojcu w utrzymaniu rodziny.
Dziś każdy zna markę Max Factor, ale zanim Max zasłynął z makijażu…przebył
długą i niełatwą drogę. Ale przyświecało mu hasło: co cię nie zabije, to cię
wzmocni, i dzięki szczęściu, uporowi i talentowi doszedł do sukcesu.
Był pomysłodawcą  pierwszych w historii: sztucznych rzęs;
podkładu o płynnej konsystencji; kosmetyków wodoodpornych; jego wynalazkiem
jest też pakowanie kosmetyków do plastikowych tubek; jest też autorem sloganu
reklamowego „make-up”. Ale – co najlepsze –
jego początki wcale nie były związane z makijażem i kosmetykami;-D
Takich historii można
mnożyć.
Ale pokazują one, że
początki nie zawsze są łatwe, ale nie znaczy to, że trzeba się zniechęcać, i
rezygnować ze swoich marzeń, planów, celów.
Polecam Wam też rewelacyjny
kanał – Time for Business TV – telewizja dla przedsiębiorczych kobiet i nie
tylko – Ja obejrzałam chyba wszystkie odcinki, tak mi się wydaje, niektóre
nawet nie jeden raz:-) 
A co najlepsze, jego
autorka – pani Iza Makosz właśnie wydała książkę: „Gra o biznes”;
I mam ogromną
nadzieję, że lada chwila, jakimś cudem ją zdobędę!!! Nie mogę się doczekać:-) Jak
mi się uda zdobyć, przeczytać, to na pewno recenzja znajdzie się na blogu:-)
www.evenea.pl

Tak więc myślę, że od czasu do czasu warto sięgnąć po książkę.
Znajdźcie taką, która Was zainteresuje.
Ja – tak jak wcześniej napisałam czasem coś sobie podczytuję…ale nieregularnie,
jak trafię na fajną książkę to kilka dni…i przeczytana, 
czasem jak nie mam nic ciekawego pod ręką…to nic nie czytam;) 
Jakiś czas temu zastanawiałam się jak idzie czytanie tym, którzy przystąpili do akcji facebook’owej: 
pt.”Przeczytam 52 książki w 2015 r”, (czyli średnio wychodzi 1 książka na tydzień) kojarzycie coś takiego??? Było o tym dosyć głośno. Celem tej inicjatywy jest poszerzenie horyzontów, i pokazanie, że w Polsce jednak się czyta!! Przystąpiło do akcji 102 tys. osób:-) ciekawe ile osób wywiązuje się z tego postanowienia? 
Co jak co…ale mnie aż tak to czytanie nie pochłania:-D
***
Ale się rozpisałam…
Chyba aż za bardzo.
 Ciekawi mnie co Wy
sądzicie o czytaniu??
Czytacie…???
Jeśli tak, to co
najchętniej??
 Jeśli macie tylko
ochotę to podzielcie się opinią na temat czytania, …książek;
chętnie poznam Wasze upodobania:-)
Pozdrawiam,
Ewka

1 thought on “Dlaczego warto czytać?? Zalety czytania książek, i nie tylko…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *